Andrzej Lachowicz
Byłem poza przestrzenią
To zaskakujące stwierdzenie zobaczyłem w
codziennej poczcie, wydrukowane dużymi literami na zaproszeniu, na
otwarcie wystawy Witolda Liszkowskiego w Galerii Sztuki Kłodzkiego Ośrodka
Kultury, zorganizowanej w ramach Dolnośląskiego Festiwalu Sztuki.
Los
zdarzył, że w moim krótkim epizodzie pedagogicznym we Wrocławiu spotkałem
Witolda Liszkowskiego w roku 1975, jako głodnego wiedzy studenta
Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych we Wrocławiu – obecnie
Akademia Sztuk Pięknych. Jego przemożna potrzeba poznania istoty sztuki
zdumiała mnie, gdy na zajęciach z przedmiotu o nazwie
Działania i struktury wizualne na drugim roku studiów Liszkowski stawiał
pytania ontologiczne i bulwersował skrajnym
nonkonformizmem artystycznym i estetycznym.
Witold
Liszkowski tak bardzo wyrastał ponad przeciętność, że zaprosiłem go do
udziału w wystawie „Sztuka jako ekstremum świadomości” w szczecińskim
Biurze Wystaw Artystycznych w grudniu 1979 roku. Pokazywał na wystawie
zdumiewające fotografie twarzy mężczyzn i kobiet w stanie gniewu, euforii
i być może uniesień natury intymnej. Prace te były naznaczone piętnem
ekspresji, ale utrzymane w konceptualnym rygorze formy.
W latach
1979-1981 Liszkowski na ulicy świdnickiej
i w innych miejscach Wrocławia prezentował performances, podczas których
palił swoje ekspresywne prace i namawiał licznych widzów do ukochania
sztuki. Działania te odbywały się między innymi w ramach Festiwalu Teatru
Otwartego we Wrocławiu i Festiwalu Norwidowskiego w Jeleniej
Górze. Od 1977 roku działał w grupie samokształceniowej „Sztuka i Teoria”,
której członkami byli obecnie wybitni reżyserzy i realizatorzy
filmowo-telewizyjni. Grupa wydawała zeszyty o tej samej nazwie, w których
zamieszczali swoje teksty m.in: Grzegorz Dziamski, Bogusław Jasiński, Anna
Kutera, Romuald Kutera, Witold Liszkowski, Jan Kurowicki, Natalia LL,
Andrzej Lachowicz, Lech Mrożek, Andrzej Sapija, Stanisław Urbański, Maria
Zmarz-Koczanowicz. W tym czasie Liszkowski zrealizował cykle prac
fotograficznych „Pytania”, będące kolażem wielorakich struktur
artystycznych, przeplatanych pytaniami o status i istotę sztuki
współczesnej.
Wiele
nieprzychylnych zdarzeń egzystencjalnych spowodowało, że zapalczywy i
wrażliwy młody adept sztuk wizualnych Witold Liszkowski popadł w
artystyczny niebyt. Spotkałem go w 1993 roku na placu Solnym we Wrocławiu
w towarzystwie małżonki Małgorzaty. Zapytany przeze mnie Witold, dlaczego
nie robił sztuki, skoro był najzdolniejszym moim studentem, był nieco
stropiony. Po pół roku zaprosił mnie, Natalię LL, Adama Sobotę do swojego
mieszkania – pracowni na Tęczowej, by pokazać nam kilkanaście namalowanych
obrazów. Od tego czasu pracuje niezwykle aktywnie. Prace jego nawiązują do
wcześniejszych, nasyconych ekspresją, intymnością, wieloznacznych
realizacji Sztuki osobistej i Pytań, prezentowanych w ramach cyklu wystaw
Sztuki ekstremalnej. Są one jednak poddane rygorom sztuki pojęciowej i są
bardzo dobrze umotywowane tekstami i przemyśleniami teoretycznymi.
Wystawę
w Kłodzku oglądałem przed jej zamknięciem. W ciekawym i niebanalnym
wnętrzu Galerii Sztuki Kłodzkiego Ośrodka Kultury pokazał Liszkowskiego
osobliwy environment, zbudowany z kilkudziesięciu obrazów obecnie
namalowanych. Strukturalnie są to bardzo precyzyjne i wymagające
benedyktyńskiej cierpliwości obrazy, duże płótna lub specjalnie
spreparowane kartonowe moduły, pokryte farbami, przypominające biologiczne
wnętrza i migotliwe struktury organiczne. Jego
prace to automatyczne i spontaniczne zapisy wewnętrznej energii,
rozwijające się i rozprzestrzeniające konstrukcje
osobiste. Liszkowski próbuje uchwycić teraźniejszość, chwile i moment
ekspresji, zamknąć i zapisać to, co niepowtarzalne i jedynie jemu
przynależne, na olbrzymich płaszczyznach.
Tworzy
cykle otwarte i rozrastające się oraz kompozycje domknięte i poddane
rygorom geometrii, wpisując swoje ekspresyjne struktury w koła i kręgi.
Obrazy Liszkowskiego są dla mnie mikroskopowym obrazem duszy autora, który
uwierzył, że od zagłady i katastrofy semantycznej może go uratować sztuka.
Żarliwa wiara w potęgę sztuki jest budującym przykładem drogi od niebytu
do czystej sztuki. Sam fakt pracowitego zapełniania ogromnych płócien
precyzyjnymi znakami jest rodzajem ekspiacji za stracony czas. Sztuka,
malarstwo jest dla Liszkowskiego zwycięstwem nad własnymi słabościami,
pozwala mu odkrywać siebie, penetrować niepoznane światy, drążyć istotę i sens
życia. Jestem głęboko przekonany, że aktywność artystyczna Liszkowskiego
zostanie zauważona i zaowocuje sukcesem.